W dzisiejszym artykule przybliżę wam historię znaleziska z regionu radomskiego. Chodzi tu o szczątki radzieckiej Airacobry. Tak, wiem, ten samolot był produkcji amerykańskiej ale duża część produkcji została przekazana do ZSRR. No i właśnie taka radziecka Airacobra według miejscowych została zestrzelona nad Warką. Pilot usiłował wylądować na łące w Boguszkowie. Maszyna runęła na skarpę
rowu, uderzyła przodem kadłuba o ziemię, i
przewróciła się do góry kołami. Przez jakiś czas
po wojnie samolot leżał jeszcze na łące, z czasem się zapadł w bagno.
Właściciel pola zwrócił się z inicjatywą wydobycia wraku. Przyjechały ekipy z Muzeum Orła Białego w Skarżysku oraz Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Okazało się, ze wrak znajduje się w całości około 2 metrów pod ziemią. Metr pod powierzchnią lustra wody można było dotknąć przewodów elektrycznych, elementów wyposażenia oraz przedziału silnika.
Samolot miał trafić docelowo do mającego powstać w okolicy
muzeum-skansenu. Stąd też nie był wydobywany. A jedynie oznaczono
miejsce spoczynku samolotu na mapie. Ta akcja miała miejsce we wrześniu 2009.
Próbę wydobycia wraku podjęto dopiero w listopadzie 2011. Zaczęto wypompowywać wodę i wtedy to okazało się, że samolot jest we fragmentach. Wydobyto doskonale zachowany silnik, piastę śmigła wraz z jedną łopatą oraz działkiem 37mm. Oprócz tego wiele innych mniejszych części. Okazało się, że jakaś grupa miłośników-amatorów próbowała wcześniej nieumiejętnie wydobyć wrak na własna rękę. Prawdopodobnie był to ktoś obecny podczas oznaczania pozycji wraku. Samolot rozszarpywano koparką i porozrywano linami. Nielegalne prace trwały podobno dwa tygodnie. Łupem złodziei padł ogon i goleń podwozia (tych nie było pod ziemią). Czy zostaną złapani i ukarani, to nieistotne. Zniszczyli niepowtarzalny zabytek. Na koniec jeszcze dodam, że wyciągnięte elementy zostały przewiezione do Krakowa, gdzie są poddawane konserwacji. Tutaj można obejrzeć zdjęcia fragmentów a poniżej krótki film nagrany podczas wypompowywania wody. Widoczna łopata śmigła oraz wykrzywiona lufa działka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Wojna Światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Wojna Światowa. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 kwietnia 2013
sobota, 10 marca 2012
Douglas Bader - brytyjski beznogi as
Douglas Robert Steuart Bader, bo tak brzmią jego pełne personalia, urodził się 21 lutego 1910 roku w Londynie jako drugi syn majora Fredericka i Jessie Baderów. Osiemnastoletni Douglas wstąpił do Akademii Królewskich Sił Powietrznych Cranwell w hrabstwie Lincolnshire gdzie 13 września 1928 roku odbył swój pierwszy lot na dwupłatowcu Avro 504. Po
niecałych 12 godzinach lotów uznano, że chłopak ma niezwykły talent do pilotażu i pozwolono mu latać
samodzielnie. Po ukończeniu dwuletniego kursu został przydzielony do 23
Dywizjonu RAF.
14 grudnia 1931 roku Bader wziął udział w pokazach
lotniczych w Reading pod Londynem. Sprowokowany założył się z dwoma pilotami, że wykona akrobację na bardzo niskiej
wysokości. Miał ją wykonać na maszynie Bristol Bulldog. Był to ciężki
samolot, na którym Douglas miał małe doświadczenie. Źle obliczył wysokość i
zahaczył o ziemię końcem lewego skrzydła. Rannego Badera przewieziono do szpitala w Reading. Tam chirurg
amputował mu obie nogi - jedną powyżej, a drugą poniżej kolana. Później w swoim
pamiętniku pod datą 14 grudnia zanotował: "Rozwaliłem samolot. Kiepski popis."
Po długiej rekonwalescencji Douglas został przeniesiony do szpitala wojskowego w Uxbridge. Tam mozolnie uczył się chodzić na drewnianych protezach. Wysiłek opłacił się i wkrótce był w stanie samodzielnie chodzić a nawet prowadzić specjalnie przystosowany samochód. Jednak jego marzeniem było wrócić do latania. Jeden z oficerów lotnictwa umożliwił mu ponowny egzamin na pilota.
Douglas wsiadł do dwupłatowca i wykonał bezbłędny lot. Badania medyczne
wykazały, że może wrócić do latania i decyzją dowództwa Królewskich Sił
Powietrznych przywrócono mu status pilota. Jednak w kwietniu 1933 roku otrzymał list z dowództwa RAF-u cofający poprzednią
decyzję. Jako uzasadnienie napisano, że przepisy King's Regulations nie
przewidują możliwości pełnienia służby przez kalekich pilotów. Bader odszedł z wojska jednak kiedy wybuchła wojna RAF miał duży problem z dobrymi pilotami więc Douglas wyczuł szansę. Przywrócono mu status pilota a po przeszkoleniu na myśliwcach w 1940 roku został przydzielony do 222 Dywizjonu. W maju 1940 roku nad Dunkierką zestrzelił swojego pierwszego Messerschmitta.
Pod koniec lipca został dowódcą 242 Kanadyjskiego Dywizjonu, który podczas walk we Francjistracił ponad połowę pilotów. Personel dywizjonu został dodatkowo dobity wiadomością, ze będzie nimi dowodził "jakiś kaleka". Szybko jednak zmienili zdanie. Bader postanowił rozpocząć znajomość z podwładnymi
od pokazania swoich umiejętności. Wsiadł do Spitfire'a i zaczął wykonywać
akrobacje nad lotniskiem. Swoją bezkompromisowością, zdecydowaniem
oraz siłą autorytetu dźwignął morale i doprowadził dywizjon do pełnej
gotowości bojowej. Akurat na rozpoczynającą się Bitwa o Anglię.
| Huricane Badera. Litery kodowe LED |
W czasie Bitwy o Anglię Bader zalicza 11 zwycięstw zyskując rozgłos nie tylko wśród aliantów ale także wśród Niemców. Co najdziwniejsze, brak nóg wcale nie przeszkadzał a w jednym przypadku wręcz pomagał. Pilot myśliwca podczas walki powietrznej jest poddawany
olbrzymim przeciążeniom sięgającym kilkudziesięciu G. Krew odpływa wtedy
z mózgu i siatkówki oka gromadząc się w nogach, co powoduje
krótkotrwałe omdlenie i oślepienie. Doświadczeni piloci potrafili sobie z
tym radzić, ale wielu nowicjuszy przypłaciło to życiem. Douglas w ogóle
nie cierpiał na takie dolegliwości - nie miał przecież nóg. Krew nie
miała dokąd odpływać i dlatego przez cały czas pozostawał przytomny,
nawet kiedy wykonywał najbardziej gwałtowne manewry.
Bader był znany ze swej niepokorności. Toczył "walki" z dowódcami o zmiany taktykach. Opowiadał się za zastosowaniem wymyślonej przez marszałka
Leigh-Mallory'ego taktyki "wielkiego skrzydła" polegającej na zwalczaniu
wroga za pomocą dużych formacji myśliwców nad Kanałem La Manche lub nad
Francją. Z jej powodu Douglas napsuł wiele krwi swoim dowódcom. Bardzo lubił
i cenił Polaków. Poznał wielu polskich pilotów i zaprzyjaźnił się z
kilkoma z nich. Nie znosił natomiast Francuzów...
W sierpniu 1941 miał już na koncie 21 zwycięstw. 9 sierpnia patrolował swoim Spitfirem wybrzeże Francji, kiedy wpadł na 6 Messerschmittów. Wykorzystując
przewagę wysokości zestrzelił jednego z nich. Kiedy brał na celownik
kolejnego poczuł olbrzymi wstrząs - jego Spitfire stracił ogon. Douglas
był przekonany, że zderzył się z którymś z Messerchmittów. Według
Niemców Badera zestrzelił ich as myśliwski Max Meyer. Istnieje też
hipoteza, że Douglas Bader padł ofiarą przyjacielskiego ognia ze
Spitfire'a, który przyleciał mu na pomoc. Podczas próby wyskoczenia jedna z protez zablokowała się w kabinie. Bader odpiął ją i wyskoczył. Na ziemi dostał się do niewoli. Niemcy traktowali beznogiego przeciwnika z wielkim szacunkiem. Sam generał Adolf Galland odwiedzał go w więzieniu. On to zaproponował aby skontaktować się z Brytyjczykami w celu przysłania nowej protezy.
| Sir Douglas Bader |
W czasie pobytów w kolejnych placówkach Brytyjczyk próbował wielokrotnie uciekać. Pierwszą próbę ucieczki Bader podjął jeszcze w szpitalu, w którym leczył się
po niefortunnym skoku. Potem próbował uciec tyle razy, że
Niemcy zagrozili, że zabiorą mu protezy. Wysłano go do obozu jenieckiego
Stalag Luft III koło Żagania. W sierpniu 1942 roku Douglas Bader wraz z czterema towarzyszami zdołał
uciec z obozu. Ucieczka prawdopodobnie by się powiodła, gdyby nie głupi
przypadek. W Stalagu przebywał z wizytą u komendanta jakiś oficer
Luftwaffe. Dowiedziawszy się, że przebywa w nim słynny beznogi Anglik
postanowił go odwiedzić. Kiedy zapukał do drzwi po chwili stwierdził, że cela jest pusta. Szybko wszczęto alarm i uciekinierzy zostali
złapani po kilku dniach. Po złapaniu został wysłany do zamku Colditz, obozu
jenieckiego o zaostrzonym rygorze. 15 kwietnia 1945 roku Amerykanie przejęli placówke i Bader odzyskał wolność. Natychmiast udał się do Paryża i poprosił o przydzielenie mu samolotu.
Chciał wrócić do walki zanim skończy się wojna. Odmówiono
mu.
Po powrocie do Wielkiej Brytanii wziął udział w wielkiej
paradzie zwycięstwa w czerwcu 1945 roku lecąc na czele 300 samolotów
podczas pokazowego przelotu nad stolicą.
Po wojnie wiele
czasu spędził w szpitalach pomagając ludziom po amputacjach kończyn w
powrocie do normalnego życia. W uznaniu zasług w działalności na rzecz
niepełnosprawnych Królowa Elżbieta II nadała mu w 1976 roku tytuł
szlachecki.
Zmarł na atak serca 5 września 1982 roku w wieku 72 lat.
| sir Douglas Robert Steuart Bader Dogsbody |
|
| 22 zwycięstw | |
| Data i miejsce urodzenia | 21 lutego 1910 Londyn |
| Data śmierci | 5 września 1982 |
| Przebieg służby | |
| Lata służby | 1928-1933, 1939-1946 |
| Siły zbrojne | |
| Główne wojny i bitwy | II wojna światowa, bitwa o Anglię |
| Odznaczenia | |
niedziela, 4 marca 2012
Sierżant Stefan Wójtowicz, pierwszy poległy Polak z dywizjonu 303.
| Stefan Wójtowicz |
11 września 1940 r., kwadrans po godzinie 15, dwunastu pilotów Dywizjonu 303. poderwało swoje Hurricany do lotu. Jeden z nich nigdy już nie wrócił do bazy...
Tego dnia liczne zgrupowania samolotów Luftwaffe zbliżały się do
brzegów Anglii, a Dywizjon Kościuszkowski odniósł jeden z największych
sukcesów w swojej historii, niszcząc 16 wrogich maszyn. Ceną za to
zwycięstwo była śmierć sierżanta Stefana Wójtowicza i ciężkie rany
porucznika Arsena Cembrzyńskiego.
Stefan Wójtowicz urodził się 19 czerwca 1919 r. we wsi Wypnicha na
Lubelszczyźnie. W rodzinnej miejscowości uczęszczał do szkoły
powszechnej. W roku 1936 wstąpił do Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla
Małoletnich w Bydgoszczy. Na początku 1939 r. ukończył kurs wyższego
pilotażu w Ułężu. Po zakończeniu szkolenia otrzymał przydział do 1. Pułku Myśliwskiego w Warszawie.
W czasie Kampanii Wrześniowej walczył w składzie Brygady Pościgowej, osłaniającej stolicę. Niestety, nie miał wielu okazji do walki z wrogiem. Wiadomo tylko, że 1 września1939 r. szeregowy Wójtowicz,
wraz z porucznikiem Mirosławem Fericiem, bezskutecznie ścigali
niemieckie bombowce, nie zbliżywszy się do nich na odległość skutecznego
strzału.
Pierwszy bojowy lot
Kiedy upadek Francji stał się faktem, Stefan Wójtowicz ewakuował się z
Bordeaux drogą morską do Wielkiej Brytanii. Po przeszkoleniu otrzymał
przydział do Dywizjonu 303., stacjonującego na lotnisku w Northolt koło Londynu.
Pierwszy bojowy lot za sterami Hurricane wykonał 2 września 1940 r.
Następnego dnia w okolicach Dover, wraz z por. Zdzisławem Hennebergiem,
zaatakował dwa niemieckie myśliwce. Gdy sierżant Wójtowicz odmierzał
poprawkę do ostatniej serii... nagle odstrzelono mu kawałek śmigła i
osłonę silnika.
Mimo to zdołał szczęśliwie wylądować w sadzie owocowym niedaleko
miejscowości Tenterden. Dzień 7 września przyniósł Polakowi sukces w
postaci zestrzelenia koło Londynu dwóch niemieckich bombowców typu
Dornier Do-17. 11 września sierżant Stefan Wójtowicz wystartował w
kabinie Hurricane V7242 do swojego ostatniego lotu...
Kto zna prawdę?
Walka, w której uczestniczył polski pilot rozegrała się nad terenami
zabudowanymi w niewielkiej odległości od Londynu, na bardzo niskim
pułapie. Wielu świadków na ziemi obserwowało zmagania samotnego pilota z
przeważającym liczebnie wrogiem. Można zatem przypuszczać, że wszystkie
okoliczności tego starcia zostały wyjaśnione. Niestety, tak się nie
stało.
Arkady Fiedler podaje w książce "Dywizjon 303", że sierżant Stefan
Wójtowicz został zaatakowany przez dziewięć samolotów typu Messerschmitt
Bf -109 i w trakcie walki zestrzelił dwie wrogie maszyny. Pułkownik
John Kent pełniący ówcześnie funkcję angielskiego zastępcy dowódcy 303.
Dywizjonu, wspomina o sześciu niemieckich przeciwnikach polskiego
pilota.
Niestety, do dzisiaj nie ustalono gdzie spadły samoloty zestrzelone
przez sierżanta Wójtowicza, ani z iloma przeciwnikami walczył. Z jednych
źródeł dowiadujemy się, że stoczył pojedynek z samolotami
jednosilnikowymi, inne natomiast podają, że w starciu uczestniczyły
także dwusilnikowe myśliwce typu Messerschmitt Bf-110. Nie mamy też
całkowitej pewności, że Polak na pewno zestrzelił dwie maszyny wroga.
Autorzy publikacji "Polacy w obronie Wielkiej Brytanii" Robert
Gretzyngier i Wojtek Matusiak, podają w zestawieniu zwycięstw polskich
pilotów, że tego dnia sierżant Stefan Wójtowicz zestrzelił około godziny
16.00 jeden samolot typu Messerschmitt Bf-110 na pewno i jeden
prawdopodobnie. Wiadomo, że stoczył swój pojedynek odseparowany od
reszty kolegów, dlatego też żaden z nich nie mógł na ten temat udzielić
jakichkolwiek informacji.
Poszukiwanie świadków
Przebywając w Wielkiej Brytanii postanowiłem odszukać kogoś, kto
posiadałby jakiekolwiek informacje na temat ostatniej walki stoczonej
przez sierżanta Wójtowicza. Wcześniej udało mi się odnaleźć człowieka,
który jako dziecko widział wrak samolotu pilotowanego przez innego
bohatera Dywizjonu 303 - sierżanta Josefa Frantiska. Miałem nadzieję, że
tym razem znowu dopisze mi szczęście.
Walka polskiego pilota rozegrała się nieopodal miejscowości
Westerham, leżącej kilka kilometrów w kierunku płd-wsch. od Londynu. To
była jedyna wiadomość jaką dysponowałem. Aby znaleźć jakikolwiek punkt
zaczepienia, zastosowałem moją ulubioną metodę. Do obszernej torby
zapakowałem tuleję cylindrową z silnika lotniczego, kawałek łopaty
śmigła z Hurricane'a, zawory z silnika Merlin oraz książki
na temat Bitwy o Wielką Brytanię i teczkę z kserokopiami różnych
dokumentów. W dłoni dzierżyłem wałek rozrządu pochodzący z silnika. Po
wejściu do budynku, gdzie mieści się np. redakcja gazety, ustawiałem na
biurku recepcjonistki moje klamoty i zadawałem pytanie "Czy wie Pani co
to jest"? Nie zdarzyło się, aby ktoś odpowiedział twierdząco.
| Hawker Hurricane Mk1 |
Zwykle otrzymywałem pomoc, często jednak dawano mi do zrozumienia
żebym już wyszedł... Najciekawiej było wtedy, gdy wprosiłem się do BBC radio Kent i wygłosiłem na antenie apel w sprawie poszukiwania pamiątek po polskich pilotach.
Świadek katastrofy
W Westerham byłem kilka razy. Odwiedziłem m.in. dom pastora i
siedziby redakcji dwóch lokalnych gazet. Bez rezultatu. Nikt nic nie
wiedział. Byłem już gotów oflagować się koło pomnika Churchilla, gdy
nastąpił przełom w poszukiwaniach - miał miejsce w biurze Westerham
Parish Council. Początkowo dwie obecne tam panie były nieco zaskoczone
widokiem dziwaka wywijającego przed ich oczami wałkiem rozrządu? ale
potem obiecały, że mi pomogą. Po kilku minutach otrzymałem numer osoby,
która znała świadka katastrofy samolotu sierżanta Stefana Wójtowicza.
Kilka dni później udałem się po raz kolejny do Westerham. Odnalazłem
bramę domu w którym mieszka Peter. Po chwili zostałem serdecznie
powitany przez gospodarza i Maureen - działaczkę Towarzystwa Przyjaciół
Westerham. Peter Finch pykając fajeczkę rozpoczął opowieść.
W 1940 roku miał 14 lat. Lato było upalne. Wraz z kolegami spędzał czas
kąpiąc się w zbiorniku wody obok budynku miejscowej straży pożarnej. Od
wielu tygodni mieszkańcy
byli świadkami toczącej się bitwy. Większość samolotów kierowała się w
stronę nieodległego Londynu, nie czyniąc swoim śmiercionośnym ładunkiem
szkody dla społeczności Westerham. Mimo tego chłopcy byli doskonale
zorientowani w sytuacji. Kilka samolotów zostało zestrzelonych w
najbliższej okolicy. Jak wspomina Peter, szopa w jego ogrodzie zawierała
pokaźną ilość elementów rozbitych samolotów, ich wyposażenia, odłamków
bomb i amunicji.
Na małym pułapie
11 września po godzinie 16. mieszkańcy okolicznych miejscowości z
zapartym tchem zaczęli obserwować walkę toczoną pomiędzy samotnym
Hurricanem i sześcioma niemieckimi myśliwcami. Walka była prowadzona na
bardzo małym pułapie. Świadek nie ma wątpliwości, że pojedynek rozgrywał
się pomiędzy jednosilnikowymi samolotami. Peter twierdzi, że pilot
Hurricane'a skutecznie ostrzelał dwa niemieckie Messerschmitty Bf -109,
które obniżając lot, opuściły pole walki, mocno dymiąc.
Wrogie maszyny nie spadły w zasięgu wzroku świadków. Według słów
Petera - pojedynek trwał około 15 minut. Samotny angielski myśliwiec
został trafiony na niewielkiej wysokości i spadając płonął. Uderzył we
wzgórze Hogtrough Hill w odległości około 2 km od centrum Westerham.
Kiedy ciało poległego pilota zostało przewiezione do kostnicy, Peter
wraz z kolegami, wiedziony ciekawością, zajrzał do środka przez uchylone
okno. Zobaczył sczerniałe zwłoki, które nie były jeszcze przykryte.
Utkwiło mu w pamięci, że pilot miał bardzo drobne dłonie, które
sprawiały wrażenie jakby należały do kobiety... Czternastolatek wtedy
pierwszy raz widział nieżyjącego człowieka. Obraz ten ma do dzisiaj
przed oczami.
| Michał Brzezowski, Stefan Wójtowicz i Eugeniusz Szaposznikow |
Naszywka "Poland"
Kilka dni po śmierci polskiego pilota do Westerham przyjechał
porucznik E. Hadwin, pełniący obowiązki oficera wywiadu Dywizjonu 303.
Zamierzał wyjaśnić, w jakich okolicznościach zginął sierżant Stefan
Wójtowicz. Ustalił, że Polak został trafiony w głowę odłamkiem pocisku z
działka lotniczego. Oficer przeprowadził rozmowę z naocznymi świadkami,
którzy stwierdzili, że pilot Hurricane'a stoczył walkę z kilkoma
niemieckimi myśliwcami typu Messerschmitt Bf-109 i Bf-110. Oba zostały
zestrzelone.
Na ręce porucznika Hadwina wpłynęło pismo z dnia 20 września 1940 r.,
w treści którego szef straży pożarnej w Westerham, F. C. Paige
informował, że 11 września1940 r. wraz z innymi osobami był świadkiem
pojedynku stoczonego pomiędzy sierżantem Wójtowiczem a sześcioma
niemieckimi Messerschmittami Bf-109. Potwierdził on zniszczenie przez
Polaka dwóch wrogich myśliwców. Dodatkowe uzupełnienie stanowi pisemna
relacja nadesłana 27 czerwca 1990 r. na adres Westerham Parish Council
przez Pana Ryszarda Jaworskiego, który mieszkał w Westerham w pierwszych
latach po zakończeniu wojny.
Jego ojciec był pilotem myśliwca i służył w składzie polskich
dywizjonów. Pan Jaworski potwierdza wcześniej przytoczone fakty. Według
niego przybyli na miejsce katastrofy świadkowie znaleźli na ocalałym
fragmencie munduru poległego pilota naszywkę "Poland" , co pozwoliło
zidentyfikować tożsamość bohaterskiego lotnika. Pułkownik John Kent
stwierdził, że sierżant Stefan Wójtowicz zasłużył swoją bohaterską
postawą na najwyższe angielskie oznaczenie Victoria Cross nadawane za wybitną odwagę na polu walki.
Niestety, nie może być ono nadawane cudzoziemcowi. Sierżant Stefan
Wojtowicz został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu
Wojennego Virtuti Militari nr 8816.
Poszukiwanie śladów samolotu
Znając przybliżone miejsce katastrofy Hurricane'a V 7242 postanowiłem
podjąć próbę odnalezienia jakichkolwiek szczątków samolotu. Teren, na
którym doszło do katastrofy należy do prywatnego właściciela, dlatego
ograniczyłem się do zbadania drogi rozdzielającej ogrodzone łąki.
Używając wykrywacza odnalazłem grudki stopionego metalu i niewielkie
skorodowane elementy. Peter wspominał, że samolot spadając płonął.
Prawdopodobnie zbiornik z paliwem został rozerwany eksplozją jeszcze nad
ziemią, i kawałki maszyny zostały rozrzucone na znacznym obszarze.
Elementy, które wydobyłem, znajdowały się na głębokości 15-20 cm w
gruncie zawierającym dużą liczbę kamieni, co może świadczyć, że zostały
tam wbite siłą wybuchu. Niestety, na żadnym z nich nie zachowały się
jakiekolwiek oznaczenia. Jeden z wykopanych kawałków stopionego metalu
zastygł przyjmując kształt serca. To nasz najcenniejszy lotniczy
materiał - angielskie duraluminium z domieszką polskiej krwi?
Najprawdopodobniej są to resztki samolotu Hawker Hurricane V7242
pilotowanego przez sierżanta Stefana Wójtowicza. Jednak pewność można
uzyskać tylko po wydobyciu elementów silnika i płatowca zawierających
numery fabryczne. Do tej pory takie prace nie były prowadzone.
| Grób Wójtowicza w Northwood |
Wrak Messerschmitta
W latach 70. ubiegłego wieku zespół poszukiwawczy z London Air Museum
wydobył kilka elementów z wraku samolotu typu Messerschmitt Bf-109,
który rozbił się 11 września 1940 r. o godzinie 16.15 w odległości około
20 km w kierunku wschodnim, od miejsca upadku samolotu sierżanta
Wójtowicza. Najprawdopodobniej jest to samolot zestrzelony przez Polaka.
Jednak nie są znane żadne relacje ani dokumenty potwierdzające to
przypuszczenie.
W centrum Westerham znajdują się dwa pomniki. Jeden ustawiono ku
pamięci gen. Jamesa Wolfe'a, który urodził się tu w roku 1727. Drugi,
przedstawia sylwetkę Winstona Churchilla mieszkającego w tym mieście w
latach 1922-65. Ale mieszkańcy Westerham pamiętają o jeszcze jednym
bohaterze. Mówią - to nasz pilot z Dywizjonu 303. W tym roku w rocznicę
urodzin Stefana Wójtowicza, na miejscu katastrofy Hawkera Hurriciane'a
V7242 zostanie odsłonięty pamiątkowy obelisk.
Porucznik Arsen Cembrzyński, który walczył w tym samym rejonie
również został zestrzelony. Jego samolot Hurricane V 6667 rozbił się ok.
16.15 w Pembury w odległości 23 km na południowy wschód od Westerham.
Polak odniósł ciężkie rany i zmarł kilka dni później w szpitalu.
Rodzinne strony
Abym mógł zakończyć opowiadanie tej historii, musiałem pojechać do
rodzinnej wioski sierżanta Stefana Wójtowicza. Poszukać śladów początku.
Wypnicha - jedna z tysięcy polskich wiosek. Tuż obok szkoły przy
skrzyżowaniu dróg stoi pomnik zwieńczony wykutym w kamieniu krzyżem
Virtuti Militari. Na jego cokole umieszczono tablicę ku pamięci
mieszkańców poległych w latach 1939-1946. Jest na niej także nazwisko
Stefana Wójtowicza. Niestety błędnie podano, że pilot poległ w 1939 r.
Podobno żyje jeszcze jego kolega z lat szkolnych, i stoi dom gdzie
urodził się przyszły lotnik.
Udało mi się odnaleźć siostrę Stefana Wójtowicza. W trakcie rozmowy
telefonicznej wspomniała, że ostatni raz widziała brata 17 września 1939
r. Przyjechał do rodziny na motocyklu wraz ze swoim dowódcą. Płacząca
matka zaklinała go aby został. Ale on musiał iść. Był przepełniony wolą
walki. Odchodząc powiedział: - jeszcze będziecie o mnie czytać! Nie
mylił się...
Autorem tekstu jest Maciej Koziarski. Oryginał znajduje się TU
Na koniec jeszcze tabelka zestrzeleń
| Data | Samolot | Jednostka | Zniszczony na pewno |
Zniszczony prawdo- podobnie |
Uszkodzony |
| 07.09.1940 | Hurricane I, RF-H (V7290) | 303 dywizjon | Do 215 | ||
| 07.09.1940 | Hurricane I, RF-H (V7290) | 303 dywizjon | Do 215 | ||
| 11.09.1940 | Hurricane I, RF-B (V7242) | 303 dywizjon | Bf 109 | ||
| 11.09.1940 | Hurricane I, RF-B (V7242) | 303 dywizjon | Bf 109 | ||
Razem
|
3
|
1
|
0
|
sobota, 3 marca 2012
Saburō Sakai - ostatni samuraj
| Saburō Sakai |
Dzisiaj przygotowałem krótką biografię jednego z najwaleczniejszych asów 2 wojny światowej. Imię Saburō Sakai zawsze kojarzyło sie z czasami, kiedy Mitsubishi Zero wydawał się maszyną nie do pokonania. Samolot ten bardzo odpowiadał Saburō ze względu na swoją zwrotność. Od roku 1942 myśliwce te wprawdzie były uważane już za nieco przestarzałe w stosunku
do alianckich, jednak to właśnie na słynnym "Zerze"
osiągnął swoje największe zwycięstwa Jako ciekawostkę dodam, że żaden z jego skrzydłowych nigdy nie odniósł rany. Natomiast sam Saburō a właściwie jego powrót do bazy jest opowieścią o granicach ludzkiej wytrzymałości i bohaterstwie człowieka. Ale od początku.
Przed napaścią na Pearl Harbor Sakai walczył nad Chinami. Tam też odniósł swoje pierwsze zwycięstwo oraz pierwsze rany. W szpitalu spędził prawie rok. Kiedy go opuszczał akurat Japonia przystąpiła do wojny. Jednostka Saburō została skierowana do ataków na bazy amerykańskie na Filipinach. W tym czasie najbliższe Japońskie lotniska znajdowały się w Tajwanie czyli oddalone o około 800 km. Dla jednosilnikowego Zero była to znaczna odległość i stanowiła nielada wyzwanie. Toteż Japońscy piloci uczyli się latać ekonomicznie, oszczędzając jak najwięcej paliwa. Nasz bohater, a jakże, osiągnął najlepszy wynik w jednostce - 64 litry na godzinę lotu.
8 grudnia 1941 roku Sakai zestrzelił myśliwiec Curtiss P-40, co było jego pierwszym zwycięstwem na filipinach. Dwa dni później wraz z 9 innymi Zerosami po męczącej walce zestrzelili bombowiec B-17. Saburō opisał to tak:
"Było to nasze pierwsze spotkanie z B-17. jego wielkość zmyliła nas i nie mogliśmy dokładnie ocenić odległości, aby dać celną serię. Ponadto leciał bardzo szybko i trudno nam było go dogonić i utrzymać na naszych celownikach"
Następnie Japończyk przeniósł się nad Jawę, gdzie odniósł kilka zwycięstw nad holenderskimi myśliwcami.
8 kwietnia przybył do miejscowości Lae w Nowej Gwinei, gdzie zebrano najlepszych pilotów i utworzono coś w rodzaju elitarnej jednostki. Jednostkę tą skierowano do ataków na amerykańsko-australijską bazę Port Moresby. Teraz dopiero rozpoczęły sie ostre walki. Sakai szybko powiększał swoje konto. Curtisy czy Airacobry nie stanowiły dla niego zagrożenia. Do 8 sierpnia miał już 58 zwycięstw co było najlepszym wynikiem wśród pilotów z Lae.
To właśnie tego dnia, 8 sierpnia Saburō Sakai wykonywał lot bojowy nad Guadalcanal. Japończyk tak opisywał walkę:
"Patrzyłem i oczom nie wierzyłem. Jeden Wildcat gonił strzelając krótkimi seriami, trzy próbujące desperacko wymknąć się mu japońskie myśliwce. Cała czwórka wściekle walczyła, robiąc coraz to nowe zwroty. Zero powinny poradzić sobie bez trudu z Grummanem, ale za każdym razem, gdy tylko jakiś Zero siadał mu na ogonie gotów dać serię, Amerykanin bez trudu robił unik i nagle sam się znajdował na ogonie Zero. Nigdy jeszcze nie widziałem takiego pilotażu."
Sakai ruszył na ratunek:
"W akcie desperacji dałem serię. Momentalnie Wildcat oderwał się ode mnie i zrobił beczkę, następnie ciasny zwrot w dół, po czym zaczął szybko piąć się ku mnie. Nigdy jeszcze nie widziałem tak szybko ani z taką gracją poruszajacego się samolotu. Z każdą sekundą był coraz bliżej brzucha mojego Zero. Zrobiłem beczkę, by sie go pozbyć, ale nie udało mi się. Wykonał dokłądnie taki sam atak, jaki był moim ulubionym."
Potem okazało się, że nie walczył z Wildcatem ale z bombowcem nurkującym Dauntless. Po wielu trudach Sakai w końcu wymanewrował swojego przeciwnika zabijając strzelca pokładowego. Pilot Dudley Adams uratował sie skacząc na spadochronie. Natomiast Sakai'a ciężko ranił strzelec pokładowy innego bombowca. Wystrzelone pociski wdarły się do kabiny pilota i dwa z nich trafiły z ukosa Sakai w głowę. Straciwszy jedno oko, ze sparaliżowaną połową twarzy, Sakai zdołał przelecieć 550 mil morskich z powrotem do bazy japońskiej w Rabaul. Po wielomiesięcznej rehabilitacji z powodu braku oka został zakwalifikowany jako niezdolny do służby. Jednak dalej mógł się przysłużyć dla kraju. Wrócił do Japonii gdzie zosatał instruktorem i szkolił młodych pilotów.
"Patrzyłem i oczom nie wierzyłem. Jeden Wildcat gonił strzelając krótkimi seriami, trzy próbujące desperacko wymknąć się mu japońskie myśliwce. Cała czwórka wściekle walczyła, robiąc coraz to nowe zwroty. Zero powinny poradzić sobie bez trudu z Grummanem, ale za każdym razem, gdy tylko jakiś Zero siadał mu na ogonie gotów dać serię, Amerykanin bez trudu robił unik i nagle sam się znajdował na ogonie Zero. Nigdy jeszcze nie widziałem takiego pilotażu."
Sakai ruszył na ratunek:
"W akcie desperacji dałem serię. Momentalnie Wildcat oderwał się ode mnie i zrobił beczkę, następnie ciasny zwrot w dół, po czym zaczął szybko piąć się ku mnie. Nigdy jeszcze nie widziałem tak szybko ani z taką gracją poruszajacego się samolotu. Z każdą sekundą był coraz bliżej brzucha mojego Zero. Zrobiłem beczkę, by sie go pozbyć, ale nie udało mi się. Wykonał dokłądnie taki sam atak, jaki był moim ulubionym."
Potem okazało się, że nie walczył z Wildcatem ale z bombowcem nurkującym Dauntless. Po wielu trudach Sakai w końcu wymanewrował swojego przeciwnika zabijając strzelca pokładowego. Pilot Dudley Adams uratował sie skacząc na spadochronie. Natomiast Sakai'a ciężko ranił strzelec pokładowy innego bombowca. Wystrzelone pociski wdarły się do kabiny pilota i dwa z nich trafiły z ukosa Sakai w głowę. Straciwszy jedno oko, ze sparaliżowaną połową twarzy, Sakai zdołał przelecieć 550 mil morskich z powrotem do bazy japońskiej w Rabaul. Po wielomiesięcznej rehabilitacji z powodu braku oka został zakwalifikowany jako niezdolny do służby. Jednak dalej mógł się przysłużyć dla kraju. Wrócił do Japonii gdzie zosatał instruktorem i szkolił młodych pilotów.
Jednak z czasem, gdy walki narastały a Amerykanie coraz bardziej napierali na wyspy, Saburō skierowano do jednostki na wyspie Iwo Jima. Przybył tam 20 czerwca 1944. Jednak Zerosy były dużo słabsze od amerykańskich Hellcatów. Brak oka również nie pomagał. Wszystko to powodowało, ze Sakai ledwo uchodził z życiem. Od czasu do czasu jednak udawało mu sie ustrzelić jakiegoś Hellcata ale czasy dawnej świetności dawno minęły.
Saburō Sakai ponownie wrócił do Japonii, gdzie oblatywał nowe samoloty. W nocy z 13 na 14 sierpnia 1945 roku odbył ostatni lot. Wraz z kilkoma innymi pilotami wystartował z lotniska bez rozkazu. Udało im się zestrzelić B-29. Wkrótce po tym Japonia skapitulowała.
W ponad 200 lotach bojowych Saburō Sakai odniósł 64 zwycięstwa, co ustawiła go jako 4 wśród japońskich asów myśliwskich.
wtorek, 28 lutego 2012
Horten Ho 229 - Informacje uzupełniające
Dzisiaj dodziobałem się do jeszcze kilku ciekawych informacji na temat
Hortena. Była mowa o prototypach V1 (Szybowiec) i V3 (niekompletny, sam
kadłub bez skrzydeł). A co z V2. No właśnie...
Horten pierwotnie miał być napędzany dwoma silnikami BMW 003A-1. I z nim powstały 2 prototypy V1 i V2. Jednak kłopoty z jednostką napędową BMW sprawiły, że z V1 wymontowano oba silniki i oblatano go w lecie 1942 jako szybowiec. Natomiast V2 przerobiono do zamontowania innego silnika. Jumo 004 B-1 o mocy 2x8,2kN. Próby rozpoczęto w styczniu 1945. V2 w pierwszym locie uzyskał prędkość ponad 800km\h. Jednak po 2 godzinach testów nastąpił samozapłon silnika. V2 doszczętnie rozbił sie przy próbie awaryjnego lądowania. Tymczasem w zakładach Gothaer Waggonfabrik już produkowano prototypy od V3 do V7 a także czyniono przygotowania do rozpoczęcia produkcji wersji Ho 229 A-0. W momencie, kiedy Amerykanie zajmowali fabrykę, V3 miał zamontowane silniki Jumo 004C o mocy 2x10kN. Prace nad pozostałymi prototypami również były zaawansowane. Niektóre były wersjami dwumiejscowymi jako myśliwce nocne. Ale jak wiemy z poprzedniej notki, V1 i V3 Amerykanie wywieźli do USA a pozostałe zniszczyli na miejscu w obawie przed Sowietami.
Horten pierwotnie miał być napędzany dwoma silnikami BMW 003A-1. I z nim powstały 2 prototypy V1 i V2. Jednak kłopoty z jednostką napędową BMW sprawiły, że z V1 wymontowano oba silniki i oblatano go w lecie 1942 jako szybowiec. Natomiast V2 przerobiono do zamontowania innego silnika. Jumo 004 B-1 o mocy 2x8,2kN. Próby rozpoczęto w styczniu 1945. V2 w pierwszym locie uzyskał prędkość ponad 800km\h. Jednak po 2 godzinach testów nastąpił samozapłon silnika. V2 doszczętnie rozbił sie przy próbie awaryjnego lądowania. Tymczasem w zakładach Gothaer Waggonfabrik już produkowano prototypy od V3 do V7 a także czyniono przygotowania do rozpoczęcia produkcji wersji Ho 229 A-0. W momencie, kiedy Amerykanie zajmowali fabrykę, V3 miał zamontowane silniki Jumo 004C o mocy 2x10kN. Prace nad pozostałymi prototypami również były zaawansowane. Niektóre były wersjami dwumiejscowymi jako myśliwce nocne. Ale jak wiemy z poprzedniej notki, V1 i V3 Amerykanie wywieźli do USA a pozostałe zniszczyli na miejscu w obawie przed Sowietami.
niedziela, 26 lutego 2012
Horten Ho 229
Dzisiaj przybliżę trochę historię na temat jednego z wielu niedokończonych projektów Luftwaffe. Jest nim Horten Ho 229. A co w nim jest takiego niezwykłego? A chociażby to, że daleko wyprzedzał swoje czasy. Ale od początku.
| Prototyp V3 |
Horten Ho 229 (w innnych źródłach zwany Hortenem Ho IX lub Gotha Go 229) była to stalowo drewniana konstrukcja samolotu szturmowo-bombowego wyprodukowany w styczniu 1945 przez Gothaer Waggonfabrik AG. Sama konstrukcja zaprojektowana przez braci Horten. Prototyp powstał w końcówce lat 30. W tych czasach był to szalenie nowatorski samolot. Dzisiaj powiedzielibyśmy, ze to było "latające skrzydło" a więc coś na kształt B2 Spirit.
Samolot wyposażony był w 2 silniki odrzutowe, uzbrojony w dwa działka 30mm. Jako samolot myśliwski z pewnością uzyskałby przewagę nad każdym samolotem alianckim. Więc był to w prawdopodobnie pierwszy projekt Göringa z cyklu tzw. 3x1000: samolot szturmowy, bombowy o zasięgu
ponad 1000 km, prędkości do 1000 km/h i nośności do 1000 kg uzbrojenia w
postaci bomb lub rakiet.
Prototyp I oblatano w styczniu 1945 roku. Jednak wojna powoli dobiegała końca i nie pozwoliła pokazać możliwości tego samolotu. Podczas końcowych walk w Niemczech w 1945, wywiad amerykański
przechwycił dwa spokrewnione egzemplarze (Ho 229 V3 w trakcie montowania
oraz starszy model – bezsilnikowy szybowiec Horten Ho IX V1). 3 Armia Georga Pattona zniszczyła 5 innych niekompletnych egzemplarzy, aby konstrukcje te nie wpadły w ręce Sowietów. Ocalałe 2 egzemplarze przewieziono do USA. Szybowiec wraz z rekonstrukcją z 2008 znajdują się w muzeum lotnictwa Planes of Fame w Chino w Kaliforni. Link do zdjęć z wystawy: Szybowiec: 1 2 3 oraz rekonstrukcja zwana Hortenem IV: 1 2. Natomiast niekompletny prototyp V3 znajduje się w składowni rekonstrukcyjnej Nacional Air and Space Museum w Suitland w stanie Maryland.
![]() |
| B2 Spirit (z przodu) i 2 Horten Ho229 (z tyłu) |
Przeprowadzona w latach 2008-2009 w firmie Northrop-Grumman rekonstrukcja oraz testy elektromagnetyczne wykazały, ze Ho229 w 1945 roku był widzialny dla radaru. Chociaż nie do końca. Próba wykazała, że radar wyłapywał sygnał z około 80% odległości standardowego wykrywania. Obliczono też, że Horten wykazywał około 40% powierzchnię skutecznego odbicia w porównaniu do standardowych myśliwców drugo-wojennych stanowiac pierwszy w historii samolot typu Stealth!
- Kraj produkcji: Niemcy
- Typ: jednomiejscowy samolot wielozadaniowy
- Osiągi:
- prędkość maksymalna: 977 km/h (na pułapie 12 000m);
- 795 km/h na poziomie morza
- pułap praktyczny: 16 000 m
- zasięg: 1930 km
- Masa:
- własna: 4800 kg
- startowa: 7515 kg
- maksymalna: 8500 kg
- Wymiary:
- rozpiętość skrzydeł: 16,8 m
- długość: 7,5 m
- wysokość: 2,80 m
- Uzbrojenie:
- 2 działka Mk 108 kaliber 30 mm
- dodatkowe: 2 × 500 kg bomb
- lub 24 rakiet niesterowanych R4/M.
- Napęd:
- 2 silniki odrzutowe Junkers Jumo 109–004 o ciągu 8,9 kN
- Lata służby:
- brak, testy w latach 1944–1945
sobota, 25 lutego 2012
Biała "13"
W tym artykule chciałbym wam opisać bardzo ciekawą historie tzw. "Białej 13". Ale zacznijmy od początku.
| Bolesław "Mike" Gładych |
W 1944 roku polski pilot Bolesław "Mike" Gładych wstępuje do USAAF gdzie na Thunderbolcie lata w jednostce zwanej Wolfpack. Wtedy to zaczynają krążyć legendy o tajemniczym myśliwcu z numerem taktycznym "13" wymalowanym białą farbą na burtach. Pilot tej maszyny miał w zwyczaju nie dobijać ciężko uszkodzonych maszyn. 3 czerwca 1944roku Gładych spotkał go w czasie lotu bojowego. Myśliwiec zaatakował go od ogona niszcząc ster wysokości. Polak był bezbronny. Tymczasem Niemiec zawrócił, wypościł krotką serię po czym przeleciał obok. Pomachał jeszcze skrzydłami i oddalił się.
Walcząc w służbie RAF Gładych ponownie natknął się na Białą 13. I znowu Niemiec poważnie uszkodził mu maszynę a następnie pozwolił mu odlecieć. I wielu innych brytyjskich i amerykańskich pilotów meldowało o podobnych spotkaniach
![]() |
| Georg Peter Eder |
8 marca 1944 roku Gładych służył w 56 Grupie Myśliwskiej. Leciał jako eskorta bombowców. Zostali przechwyceni przez FW190A. W wyniku walki powietrznej Polak zostaje odcięty od grupy. Ucieka przed 2 Niemcami. Obaj są za dobrzy i Gładych wkrótce poddaje się. Samoloty skrzydłami pokazują mu, żeby wylądował na pobliskim, lotnisku luftwaffe nieopodal miejscowości Vechta. Wtedy Gładych dostrzegł, ze jeden z nich ma z boku białą 13! Wiec posłusznie zaczął podchodzić do lądowania. Jednak tuz przed pasem poderwał nos Thunderbolta dając długą serie z karabinów maszynowych. Niemiecka obrona przeciwlotnicza szybko zareagowała. Jednak zamiast Polaka, trafili jednego ze swoich. Białą 13. Korzystając z zamieszania Gładych zdołał uciec.
Kilka lat po wojnie Gładych zupełnie przypadkiem spotkał sie z pilotem "białej 13". Był nim Georg Peter Eder. W całej wojnie zaliczył 78 zwycięstw, sam został zestrzelony 17 razy oraz 12 razy odniósł rany.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

